Hihybrid

Lakiery Hihybrid – easy like a selfie?

Z lakierów hybrydowych korzysta już chyba każdy. No to i ja dorzucę swoje trzy grosze w tym temacie. Ponieważ w moje ręce wpadły lakiery marki Hihybrid, postanowiłam Wam napisać, co o nich myślę. Generalnie to już długo o nich myślałam i chyba parę wniosków wyciągnęłam.

Na wstępie warto zwrócić uwagę na to, że u nas te marki lakierów hybrydowych cechują się bardzo dużym „zaszufladkowaniem”. Są blogerki, które używają tylko Semilaca, są takie co uznają tylko Indigo albo Neonail. Każda firma ma swoje „twarze” i jest kojarzona z konkretną osobą. Prowadzi to – moim zdaniem – do trochę niefajnego trendu, który mówi, że jeśli chodzi o hybrydy, trzeba się zdecydować na konkretną markę i ślubować jej lojalność aż do śmierci. Konsekwencją tego trendu jest obecność silnych przeciwniczek danej marki, które potrafią zrównać z ziemią ich lakiery dlatego, że coś się nie powiodło, coś zaszkodziło. Tylko pamiętajmy o tym, że te opinie często nie koncentrują się wokół wad produktu, ale jego cechy. A problemy z uczuleniem nie muszą dotykać każdego. Dlatego też podkreślenia wymaga, że poniższa opinia jest moim subiektywnym odczuciem, a ja jestem laikiem paznokciowym. Nawet nie mam żadnej książki o paznokciach, jeśli to coś znaczy. A teraz do rzeczy!

Baza Hihybrid

Ma ona bardzo specyficzną cechę, która mi się niezmiernie podoba. Mianowicie, naprawdę łatwo się ją ściąga. Nie wiem czy też tak macie, ale dla mnie ściąganie hybryd to czynność, której szczerze nienawidziłam, bo zajmowała mi zbyt wiele czasu a i tak nigdy nie zrobiłam tego dobrze. Nie wyglądało to jak na filmikach znanych youtuberek ;( Być może wiązało się to z tym, że nie wiedziałam do końca jak to robić, a wszechobecny napis „do użytku profesjonalnego” gdzieś w podświadomości wzbudzał we mnie wrażenie, że potrzebna mi do tego jakaś tajemna wiedza. Z bazą z Hihybrid nie mam takiego problemu i sądzę, że nawet jeśli nigdy wcześniej nie robiłyście hybryd, z nią sobie poradzicie. W kontakcie z acetonem jej formuła zmienia się na taką „galaretkę”, którą spokojnie ściągniecie drewnianym patyczkiem.

A jak z wytrzymałością? Nie jest to baza, na której zrobicie przedłużenie albo uratujecie złamany paznokieć. Jest dość miękka i delikatna, jednak dobrze spełnia swoją funkcję i u mnie paznokcie wytrzymują pożądany okres, czyli trzy tygodnie. Nawet jeśli gdzieś niechcący mocniej uderzę i lakier nieznacznie się uszczerbi, kontakt z wodą nie powoduje całkowitych strat. Jest odpowiednio gęsta, dzięki czemu nie rozleje się nam niechcący na skórki.

Lakiery kolorowe Hihybrid

Mam ich kilka, a większość pochodzi z kolekcji Unicorn. Trochę szkoda, że w ulotce, w której każdy krok jest opisywany jako prosty, banalny i przyjemny nie ma wzmianki o tym, że wysokonapigmentowane lakiery należy nakładać bardzo, bardzo, bardzo cienkimi warstwami, bo inaczej może się nam zmarszczyć. Wiem, że hybrydy są teraz powszechne, ale są ludzie, którzy mają prawo tego nie wiedzieć. Natomiast jeżeli używacie lakierów innych firm  i jesteście bardziej w temacie to na pewno doskonale wiecie, że są kolory, które bardzo ciężko stworzyć i wiąże się to niestety z pewnymi niedogodnościami. Ba! Niektórych kolorów lakierów hybrydowych nawet nie da się zrobić. A w przypadku tych z dużą ilością pigmentu, w zamian za to, że mamy ładny kolorek, który nie wymaga nakładania większej ilości warstw, musimy pamiętać o tym, aby te warstwy były bardzo cieniutkie i najlepiej jak trochę dłużej potrzymacie paznokcie w lampie (niekiedy nawet 2x dłużej).

Dlaczego? Dzieje się tak, ponieważ lakiery takie maja problem z utwardzaniem się. Zbyt gruba warstwa spowoduje, efekt „kożucha na mleku” – utwardzi się tylko wierzch lakieru, podczas gdy pod spodem będzie on jeszcze płynny. Dotyczy to większości kolorów z kolekcji Unicorn (ja mam #300, #303, #207, #213, #216, #218, #314 i te przypadki mogę potwierdzić), nie zauważyłam takiego zjawiska przy kolorach #421 i #256. Plusem jest to, że nawet przy problematycznych pastelowych kolorach wystarczą nam dwie warstwy.

Dla mnie nie jest to wada produktu, tylko jego cecha. To, czy ktoś woli nałożyć więcej warstw mniej napigmentowanym lakierem, czy użyć tego z większą ilością barwnika to już osobista preferencja i styl pracy.

Top Hihybrid

Mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwą posiadaczką Top No Wipe 🙂 Nie chciałam wierzyć w fenomen tego produktu, ale jest to bardzo wygodna opcja. Jeśli chodzi o jego cechy, to spełnia swoją funkcję prawidłowo – błyszczy się, zabezpiecza i trochę utwardza. Wszystko jest jak być powinno.

Ogólne wrażenie

Jak dla mnie te lakiery są fajną opcją dla kogoś, kto chciałby zacząć robić hybrydy samodzielnie. Na pewno będzie to wymagało od was zasięgnięcia wiedzy trochę głębiej i nauczenia się pracy z tymi lakierami, jednak nie jest to coś, czym zrobicie sobie krzywdę. Stosując je na paru osobach zauważyłam, że przy wrażliwych paznokciach nie występuje uczucie pieczenia w lampie, z czym spotykam się czasami przy lakierach NeoNail (o Semilacu tylko słyszałam takie historie i właśnie to zniechęciło mnie do ich wypróbowania. Po tym doświadczeniu, które mam teraz – żałuję, bardzo możliwe, że po nie kiedyś sięgnę). Dużą zaletą jest dla mnie baza, która nie „wżera” mi się w paznokieć i dzięki temu przyjemniej ściąga się lakier. Jeśli chcecie zacząć swoją przygodę z hybrydami, zacznijcie od Hihybrid 🙂 Prościej na razie się nie da.

2 thoughts on “Lakiery Hihybrid – easy like a selfie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *