Bez czego nie wyobrażam sobie makijażu codziennego? (luty 2019)

codzienny makijaż

Pewna rutyna codzienna wymusza na nas znalezienie najprostszych i najbardziej efektywnych sposobów na załatwienie naszych różnych, najróżniejszych spraw. Codzienny makijaż inaczej będzie wyglądał u kobiety, która robi go dla przyjemności, inaczej dla kogoś, kto codziennie kładzie się z nastawieniem, że wstanie wcześniej… a tymczasem budzi się włączając pięciominutową drzemkę, by następnie zauważyć, że to „pięć minut” trwało pół godziny albo i dłużej… W związku z powyższym nie ma czegoś takiego jak antidotum na codzienny makeup. Każda z nas musi sobie ten złoty środek wypracować. Ja się tutaj z Wami podzielę moim sposobem na poranek.

Moja ponowna obecność na blogu jest spowodowana tymczasową przerwą od pracy. Przebywając w domu czy wychodząc jedynie na zakupy nie czuję potrzeby upiększania się (tak, wiem – małżeństwo dużo zmienia :D). Opiszę zatem co stosowałam chodząc do pracy, ponieważ wtedy faktycznie malowałam się codziennie.

  1. Pielęgnacja

Moja ulubiona część każdego rozpoczynającego  i kończącego się dnia. Nigdy nie wykonuję makijażu na zanieczyszczoną buzię. Czego używam? Jeżeli obserwujecie mnie na Instagramie szybko zauważycie, że uwielbiam kosmetyki pielęgnacyjne z Mydło Stacji. Są one naturalne i na moją skórę mają zbawienne działanie.

Najpierw oczyszczenie – nie mniej, nie więcej, tylko tyle ile potrzebuje skóra. Rano jest to najczęściej tylko wacik z płynem micelarnym. Następnie hydrolat i olejek. Na co dzień jest to moja podstawowa baza pod makijaż.

2. Makijaż twarzy

Nie mam manii, że moja skóra musi być nieskazitelna. Ma być WIARYGODNA. Na tyle, żeby mój rozmówca mógł stwierdzić, że z taką twarzą wstaję codziennie 😉 Szczególnie zależy mi na wyrównanym kolorycie, zmatowieniu w niektórych partiach i rozświetleniu, by uniknąć wrażenia płaskości.

Do moich ulubionych codziennych podkładów należy Bourjois Helthy Mix. Sądzę, że nie jest to dla nikogo zaskoczenie, ten podkład jest uwielbiany przez miliony. Jest lekki, łatwo się rozprowadza, nie skupia się w załamaniach, nie tworzy maski, delikatnie rozświetla.

Czas na korektor. Zastygający? ABSOLUTNIE! Nie uznaję w codziennym, roboczym makijażu niczego, co w jakikolwiek sposób zastyga. Nie zakrywam również sińców pod oczami aż do samych rzęs. Z mojego doświadczenia wynika, że nie niesie to z sobą nic dobrego. Dlaczego? Jest kilka powodów. Po pierwsze, korektory zastygające, żeby nie stłoczyć się w zmarszczkach potrzebują czasu na zastygnięcie. Rano jest go na takie zabawy za mało, przynajmniej u mnie. Po drugie, korektory takie są zwykle dość suche, nie mają właściwości nawilżających ani rozświetlających. W efekcie skóra robi się płaska i bez wyrazu. W połączeniu z katuszami, jakie przeżywają oczy w pracy z monitorem, dołożywszy jeszcze okropnie suche powietrze jakie zwykle w biurach mamy pod oczami tworzy się rodzynka. Przynajmniej pod moimi. Dlatego stawiam wieczorami na duuużą dozę nawilżenia, a codziennie rano nakładam lekki, ale przyzwoicie kryjący korektor – Bourjois Helthy Mix. Nie nakładam go zbyt wysoko, tylko tam gdzie jest to niezbędne. Najczęściej jest to okolica doliny łez, później lekko rozcieram do zewnętrznej strony twarzy oraz w dół, łącząc z podkładem.

I tutaj można powiedzieć, że następuje pierwszy etap makijażu oka – reszta delikatnie sinej dolnej powieki robi za wstępny makeup. Uwierzcie mi, wygląda to o niebo lepiej niż sztucznie wyrównana kolorystycznie ciężka tapeta pod okiem 😉

Makijaż twarzy nie obejdzie się bez pudru. Po wielu latach używania produktów różnych marek, w różnych odcieniach mogę powiedzieć jedno – bananowy puder nie jest dobrym rozwiązaniem, jeżeli nie masz naturalnie żółtej skóry. Niestety, chociaż rano przed lusterkiem może się nam wydawać, że wygląda on super i tak świetnie niweluje zaczerwienienia i sińce pod oczami – NIE, nie jest to dobre wyjście. W ciągu dnia mamy do czynienia z różnym oświetleniem i warunkami, używając takiego pudru z korektą kolorystyczną w jednym świetle będziemy mniej, w innym bardziej żółte. To niestety będzie widać. Jeśli nie wierzycie, odsyłam do mojego instagrama, doskonale tam zobaczycie na jakich zdjęciach miałam taki puder. I wierzcie mi, co najmniej kilku markom dawałam szansę. Było ciężko sobie to wyperswadować, ale w końcu udało się. Teraz stawiam na kolory neutralne i nie oznacza to zwykłego białego pudru. Staram się mimo wszystko wybierać te transparentne, ale w kolorach beżu. Naprawdę wygląda to najbardziej naturalnie. Dodam również, że nie pudruję całej twarzy a jedynie strefę T.

Dalej już jest prościej – róż i rozświetlacz. Tak, dobrze czytacie. Uznaję, że w codziennym makijażu pudry brązujące są zbędne. Zarówno te do konturowania, jak i do opalania twarzy. Bardzo natomiast lubię na swoich policzkach „efekt orgazmu” – jak to nazywa pewna makijażystka gwiazd i od niej go podpatrzyłam. Żeby skóra była rozświetlona, używam wyjątkowego różu, który po prostu uwielbiam – Bourjois nr. 34 „golden rose”. Śmiem twierdzić, że na każdym wygląda dobrze. Dodaje skórze takiego młodzieńczego blasku i odpowiednio rozprowadzony jest niemal niezauważalny jako kosmetyk – pięknie się wtapia. Dodatkowo jego wypiekana formuła wystarczy na wieki. Jestem przekonana, że ja już będę świętowała emeryturę, a ten egzemplarz, który używam obecnie będę miała dalej w swojej kosmetyczce :D. Jeśli chodzi o rozświetlacz jest bardzo podobnie. Moje serce skradł My Secret Face Illuminator. Nakładam go w wewnętrzne kąciki oczu, wzdłuż nosa, na szczyty kości policzkowych, łuk kupidyna, czasem na środek powieki jak nie robię innego makijażu oka. Dla mnie niezawodny i bezkonkurencyjny.

3. Oczy

Zwykle traktuję je po macoszemu, ponieważ noszę okulary. Brwi podkreślam brązowym cieniem (najczęściej ciemny brąz z paletki Maxineczka Beauy Legacy, ale nada się każdy podobny) lub kredką – moją niezastąpioną jest da bardzo długa z Catrice. Rzęsy tuszuję brązowym tuszem do rzęs, jeśli mam te pięć minut więcej dodatkowo zagęszczam linię rzęs.

4. Usta

Z racji tego, że po prostu lubię je u siebie podkreślać zawsze mam charakterystyczną szminkę. Nie boję się mocnych kolorów i lubię kombinować. W tym pomaga mi bardzo uniwersalna konturówka z Goden Rose, dzięki której żadna szminka nie rozleje się paskudnie wokół ust a kontury będą ostre jak żyleta. Bardzo lubię klasyczne szminki z Inglota, jak również te bardziej trwałe z Bourjois albo Golden Rose. W efekcie połowa mojej torebki, to kolorowe pomadki.

To w zasadzie wszystko. Sądzę, że temat wyczerpałam. Niemniej jednak zapraszam do dyskusji, ponieważ jestem niezwykle ciekawa jak to wygląda u Was!

2 thoughts on “Bez czego nie wyobrażam sobie makijażu codziennego? (luty 2019)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *